Jestem urodzonym "chomikiem". Urodzonym dobre trzy i pol dekady temu, zatem w czasach wiecznego niedoboru wszystkiego. Ilekroc wpadlo nam w rece cos innego, barwnego, potrzebnego albo po prostu ladnego, holubilismy to i przechowywalismy nieraz latami. Pamietam, jak moja Mama zachowala opakowania po czekoladzie Nestle, dostarczone w paczce z "Zachodu" i wylozyla nimi tyl polki w kuchni. Byl to jeden z niewielu kolorowych akcentow w domu. Jednoczesnie szanowalo sie rzeczy, poniewaz bylo tak trudno je zdobyc. Nikt nie wymienial mebli z nudow co sezon, ani garderoby; plaszcze czy buty noszono latami, dbano o nie, zeby sluzyly jak najdluzej. Nie nazwalabym tego minimalizmem, bo w glebi ducha kazdy marzyl o tym, zeby obrabowac Pewex. Po prostu dostosowalismy sie do rzeczywistosci. Potem nastapily zmiany, ktore wszyscy pamietamy. Nagle zostalismy zalani towarami rozmaitej jakosci, nagle nie trzeba bylo stac w kolejkach za papierem toaletowym czy wyprawiac sie do trzech miast zeby kupic podreczniki. Zaczela sie era niekontrolowanego konsumpcjonizmu. Ja akurat nie nakonsumowalam zbyt wiele, bo finanse rodzinne nadal byly skromne. Moj gen chomikowania uaktywnil sie w pelni i nie przypominam sobie, abym kiedykowiek wyrzucila jakis ciuch, chocby liczyl sobie kilkanascie lat, albo oddala w dobre rece niepotrzebne ksiazki. Trzymalam nieprzebrane sterty magazynow, zatrzesienie wszelakich pierdol i rupieci, ktore mogly sie kiedys przydac, wlacznie z zeszytami szkolnymi a pozniej notatkami z wykladow. Nawyk zbieractwa nie minal mi kiedy przyjechalam do UK, a dodatkowe fundusze umozliwily nabywanie kolejnych zbednych dobr. Przeprowadzajac sie zawsze potrzebowalam czyjejs pomocy, oddawalam rzeczy na przechowanie nie jednej a kilku osobom, bo by sie wszystko nie zmiescilo. Ostatnio robiac porzadki zauwazylam, ze z wszystkich tych gratow targanych z miejsca na miejsce nie zachowalo sie prawie nic...Garderobe wymienilam, ksiazki i DVD sprzedalam na Amazon bo po prostu konczylo sie na nie miejsce. Po co bylo to wszystko gromadzic ?
W obliczu niepewnych czasow i nadciagajacych nieuchronnie zmian postanowilam juz niczego nie chomikowac. Oczywiscie fakt, ze mieszkam w wynajetym pokoju, a nie w mieszkaniu ma duzy wplyw na to, na ile moge sobie pozwolic jesli chodzi o dobra materialne. Chodzi tu jednak o cos innego. W poprzedni weekend powiedzialam sobie no mercy i w worki dla charity poszlo 1/2 szafy. Nagle sie okazalo, ze nie tylko mam w czym chodzic ale i wszystko do siebie pasuje, czego nie dalo sie dostrzec, kiedy na wieszakach walalo sie od nadmiaru ciuchow. Poczulam sie bardzo, hm, wolna, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Zamierzam donosic reszte, a potem dokupywac na biezaco statement pieces - plaszcz, dobrej jakosci swetry, wedle potrzeby, ale juz trzymac sie wyznaczonej liczby ubran, zeby garderoba nie rozdela sie do bezsensownych rozmiarow.
Jutro pozbywam sie kolejnej porcji ksiazek, ktorych drugi raz czytac nie bede, wiec niech posluza komus innemu. Kosmetykomania juz dawno mi przeszla a zasoby skurczyly sie do bardzo rozsadnych, skromnych wrecz rozmiarow. Wyprobowuje nowinki, ale juz nie wszystko jak popadnie. Bardzo to ulatwia codzienny beauty regime bo jak sie ma jeden krem to sie nie trzeba zastanawiac, czym sie z wieczora nasmarowac :)
Problemy pierwszego swiata, ktos powie. Mozliwe. Tematyka szeroko pojetego minimalizmu, czy chociazby opamietania sie, jest obecnie bardzo popularna. Najbardziej znane miejsce w polskim internecie gdzie mozna zaczerpnac inspiracji to
Prosty Blog.
I nie, minimalizm wcale nie oznacza noszenia tylko prostych, bialych czy szarych ubran, albo spania na golych deskach. Nic z tych rzeczy. To po prostu wstrzymywanie sie od gromadzenia i nabywania nie do konca potrzebnych rzeczy, uwalnianie sie od zbednych znajomosci czy aktywnosci, z ktorych nie mamy zadnego pozytku. Zyskuje na tym i dusza i konto bankowe. Czegoz chciec wiecej ?