For Your Pleasure

For Your Pleasure

Saturday, April 15, 2017

Yer a Wizard...


Podczas gdy Polska rozdarta jest pomiedzy kolejna miesiecznica, a ustawa swietujaca stulecie 'objawien fatimskich', zas do oficjalnego Krola Polakow ma wkrotce dolaczyc rownie oficjalna Krolowa (Matka?),czyli Maryja zawsze dziewica, miliony ludzi szoruja okna i zapozyczaja sie na zakupy w hipermarketach, aby zadoscuczynic tradycji swiatecznego obzarstwa, gdy w Wielki Piatek - tu zwany znaczniej sympatyczniej Good Friday - w mediach leca caly dzien pogrzebowe melodie i panuje wymuszony posepny nastroj, w bezboznym UK mamy dzien wolny. W tym roku wyjatkowo nigdzie dalej sie nie wybralam, za to postanowilam z dziewczynami z pracy odwiedziec slynne Studia Warner Bros. w Watford, gdzie krecono wszystkie filmy z serii Harry Potter, ktora lubie, podobnie jak ksiazki. Zakrawa na lekka ironie, ze w polskim katolickim raju Harry, dobroduszny czarodziej w okularkach lenonkach zostal odsadzony od czci i wiary, jako satanistyczne zagrozenie dla niewinnych duszyczek. Dojazd do Studio Tour jest bardzo dobrze oznakowany i mozna dotrzec tam z Londynu specjalnym autobusem:


https://media-cdn.tripadvisor.com/media/photo-s/06/f7/d9/c3/warner-bros-studio-tour.jpg


Radze bukowac bilety z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem, my kupilysmy nasze w styczniu a i tak dostalysmy najpozniejszy slot, o 17:00. Studio jest otwarte do 22:00 a na zwiedzaniu schodzi ok trzy godziny, bez przerwy na kafeterie i Butterbeer (nie probowalam), choc chcac czytac wszystkie opisy i uwaznie sie przypatrywac wszystkim eksponatom, mozna byc tam spedzic dwa razy dluzej. Samo miejsce zaskoczylo nas bardzo pozytywnie, chlopak kolezanki, poczatkowo sceptyczny, rozkrecil sie, zaczal wyglupiac, stroic miny i slyszalam tylko la photo, la photo! Sama zrobilam sobie chyba z milion selfie, czego zazwyczaj nie czynie...ale skoro okolicznosci sprzyjaja, a obsluga sama zacheca, to czemu nie?

Miejsce, choc olbrzymie, jest bardzo dobrze rozplanowane i pomyslane. Na powitanie mamy Starbucks, kawy w cenie standardowej, Bulmers po £5...Otaczaja nas piekne fotografie postaci z filmow. Do kolejki trzeba sie ustawic na ok. 20 min przed godzina, ktora mamy na bilecie, bo stoi sie w zawijasach jak do kontroli bezpieczenstwa na Stansted. Potem otwieraja sie wrota i szczesliwa gromada ok 160 luda, wszelkiej plci, wieku i rasy (minus panie w chustach, tych nie widzialam) wchodzi do srodka...i zaczyna sie magia, o ktorej nie napisze, zeby nie psuc radosci tym, co sie tam kiedys wybiora. Podobalo mi sie, jak kazdy, z  obsluga wlacznie, mial na twarzy nieschodzacy usmiech i nawet nieszczesnicy sila przywleczeni przez Potteromaniakow lapali dobra energie. Gdzie ten satanizm ?




HP Tour to tez wielka wyciagarka pieniedzy. Za USB z filmikiem, jak latamy na miotle - £25. Za fotke z szalikiem w barwach jednego z domow, na platformie 9 i 3/4 - £14. Byle kubek, czy breloczek - +£10. Na samym koncu przechodzimy, a jakze, przez wielgachny sklep z wszelkiej masci akscesoriami. To akurat zrobilo na mnie najmniejsze wrazenie, duzo bardziej podobaly mi sie wyjasnienia, jak pieczolowicie, recznie przygotowywano setki dekoracji, masek, peruk, makiet, wszystko bowiem, co widzimy podczas zwiedzaia, to autentyczne rekwizyty z filmow. Mimo, ze technika cyfrowa zdominowala wspolczesna kinematografie, wciaz jeszcze przywiazuje sie wage do prawdziwych kostiumow i charakteryzacji i to jest piekne. Ciekawostka: dostrzeglam na stole makijazowym kosmetyki MAC.









 Najbardziej podobalo mi sie to, co podobalo mi sie w filmach, czyli The Burrow, chata Hagrida, Malfoy Manor - mam slabosc do wnetrz :) Najmniej, co nie znaczy, ze nie byly swietne, rekwizyty zwiazne z magiczna gra Quidditch.


Niestety bateria w iPhone padla mi, kiedy dotarlismy do czesci pod golym niebem, czyli Knight Bus i domu przy Privet Drive. Ach, musze jeszcze wspomniec Diagon Alley - cos wspanialego :)


http://www.geekinsider.com/wp-content/uploads/2014/07/DiagonAlley1.jpg


Opuscilismy Harry Potter World wielce uradowani, ale i smutni, ze to juz koniec. W drodze powrotnej spiewalismy 'It's a Kind of Magic' i 'Abracadabra', bo radio serwowalo takie wlasnie magiczne klasyki. Fajnie czasem odnalezc w sobie dziecko :) Patrz ponizej - Dita szczerzy sie radosnie wewnatrz Hogwarts Express. Polecam Studio Warner Bros. w Londynie i malym, i duzym!






Tuesday, March 28, 2017

Wypierdek polski

Jakis czas temu pisalam o tym, jak denerwuja mnie praktyki towarzyszace kupowaniu biletow na glosne imprezy, przede wszystkim koncerty, ale i teatr, musicale londynskie itd. Bilety zazwyczaj rozchodza sie z predkoscia swiatla, aby po paru minutach pojawic sie na re-sellers websites, gdzie sa sprzedawane z kilkukrotna przebitka. Nie jest to biznes jednego cwanego Janusza, tylko zorganizowany handel, gdzie wykupywane sa cale sektory ku zgryzocie fanow, ktorym wystep ukochanego wykonawcy przechodzi kolo nosa. Wszystkie te refleksje powrocily do mnie ze zdwojona sila w piatek rano, kiedy to zabralam sie za probe zakupu trzech biletow na koncert Metallica w krakowskiej Tauron Arenie. Probe, dodam, zakonczona sukcesem, choc na 100 % w to uwierze, kiedy bilety dotra pod wskazany adres.

Z bardzo licznych i bardzo emocjonalnych komentarzy na Facebooku wynika, ze jestesmy nadal dosc nieopierzeni i naiwni, kiedy przychodzi do takich sytuacji...Odnioslam wrazenie, ze szerokie grono rodakow nie ma pojecia, jak zabrac sie za zakup biletow na szalenie, bylo nie bylo, popularna impreze. Metallica ma w Polsce mase zwolennikow, wiec dziwic sie, ze 20 tys wejsciowek poszlo w kilka godzin to tak, jakby sie dziwic, ze na papieza na Bloniach przyszlo 2 mln ludzi - it's just the way it is :) Nauczona zeszlorocznym doswiadczeniem z Black Sabbath, zaplanowalam piatkowy poranek i wzielam dzien wolny, bo nie byloby fair zajmowac sie tym w pracy, szczegolnie, ze mamy straszny mlyn ostatnio. O 8:50 zalogowalam sie na strone i zajelam miejsce w wirtualnej kolejce. Ludzie sie strasznie dziwili, ze kolejka zaistniala, a to przeciez normalne, inaczej by serwery nie wytrzymaly. Kilka lat temu kupowalam bilet do opery na Covent Garden i tez stalam w kolejce, a przede mna bylo z tysiac osob. Niespecjalnie sie wiec zdziwilam, ze kazali mi czekac. Moze tylko powinni zaczac to punktualnie o 10:00 czasu polskiego, kiedy to oficjalnie wystartowala sprzedaz.

Po ok 30 min czekania weszlam bez problemu na strone, najtanszych biletow juz nie bylo, co mnie wcale nie zaskoczylo, bo bylo ich bardzo niewiele, wiec musialy pojsc w przeciagu kilkunastu minut...wybralam, co chcialam, zaplacilam karta kredytowa i po bolu. Zajelo mi to ponizej 7 minut, bo tyle mialam na zrealizowanie zakupu.

W miedzyczasie, na dyskusji pod fejsbukowym eventem, placz i zgrzytanie zebow. Sypia sie kalumnie pod adresem organizatora Live Nation i dystrybutora Ticketmaster ('to nie mozna kupic w Empiku ? to trzeba miec konto ? mojego banku nie ma w metodach platnosci ?' itd.), pretensje, ze zespol gra w hali, a nie na stadionie narodowym czy na Bemowie (jest to trasa wiosenna i HALOWA, z inicjatywy samego zespolu), pretensje, ze bilety sa spersonalizowane i nie mozna nimi handlowac, a przy wejsciu nalezy okazac dowod osobisty (swietne rozwiazanie, popieram!), pretensje o cene biletow, ilosc dostepna na glowe (cztery), oberwalo sie nawet nieszczesnej Tauron Arenie, zwyzywanej od dziur i wypierdkow, a przeciez gdyby nie ta najwieksza i najnowoczesniejsza hala w Polsce, mieszczaca +20 tys dusz, koncert bylby o polowe mniejszy, albo wcale by sie nie odbyl. Jeczacym, ze w Niemczech czy Skandynawii Metallica zagra czesciej, przypomniec warto, ze oni nie maja sily na wiecej niz 50 koncertow rocznie, wiec sila rzeczy, w pewnych krajach wystapia tylko raz...

Reasumujac, pechowcy, ktorzy zalogowali sie do Ticketmastera za pozno, nie sprawdzili, czy ich niszowy bank znajduje sie na pokaznej liscie dostepnych metod platnosci, nie wylaczyli AdBlocka (stad problemy z przejsciem do koszyka i uiszczeniem zaplaty), nie mieli tego dnia na koncie piecset plus (to wina Hetfielda i spolki, ze my biedni ), oburzyli sie koniecznoscia wpisania danych osobistych przy zakupie i generalnie nie potrafili sie ogarnac i przewidziec, ze tak to bedzie wygladalo, odeszli z kwitkiem, a teraz winia wszystkich wokol o swoje niepowodzenie. Troche to glupie ;)

Tymczasem rzad brytyjski nadal nadal pracuje nad zmianami w prawie, majacym uniemozliwic sprzedaz biletow poza oficjalna dystrybucja i czas najwyzszy, inaczej legitymowanie sie przy wejsciu dowodami tozsamosci, czy wrecz kartami kredytowymi (tu Polacy sie wsciakna do reszty, bo niejeden konta w banku nie ma, nie wspominajac o karcie) stanie sie normalnoscia.

A mnie pozostaje czekac do 28 kwietnia 2018 i oby chlopcy zagrali porzadnie, bo inaczej bede w nich ciskac bananami z dolnych trybun :-D Bardzo sie ciesze, ze przyjezdzaja do Krakowa, zamiast na stadion czy inny festiwal, bo nie festiwale zwyczajnie nie chodze, na stadionowe imprezy rowniez.

A to nasz maly wypierdek -na pohybel zazdrosnym burakom.



















Sunday, February 26, 2017

Nottingham

"Zabłądziłem po północy na raucie w Chicago
Miałem serce w przełyku, lecz nic mi się nie stało" - Kazik, '12 Groszy'


Slowa tej piosenki przypomnialy mi sie, kiedy maszerowalam dziarsko z owianej zla slawa dzielnicy Sneinton do centrum Nottingham, z plecaczkiem na ramionach i aparatem beztrosko wywalonym na, pardon, piersi. Ze spojrzen miejscowych wiedzialam, ze oni wiedza, zem nietutejsza, a moj ostentacyjny turystyczny ekwipunek tylko to potwierdzal. Na wszelki wypadek zrezygnowalam z uwieczniania landmarkow Sneinton i zaczelam pstrykac dopiero jak bylam juz prawie w centrum a i tak czulam sie nieswojo. Witajcie w Midlands, gdzie chyba nikt nie slyszal, ze UK jest worlds fifth economy a i widzac takie obrazki jak ponizej, ciezko by bylo w to uwierzyc komus z poza tej planety:








Na szczescie poza ruderami rodem ze Slaska i upiornymi przedmiesciami jest w Nottingham zatrzesienie naprawde przepieknych okazow architektonicznych. Ja, chronicznie niecierpiaca czerwonej cegly, zakochalam sie w starych willach za zamkiem i elegancko zdobionych kamieniacach...





Nottingham prosperuje dzieki dwom uniwersytetom. Chmara studentow mieszka tam, stoluje sie, bawi sie i robi zakupy, co ksztaltuje wizerunek miasta. Jest tak troche quirky, hippie, poza typowymi sieciowkami odnajdziemy osobliwosci, salony tatuazy, grafitti, sklepy z rupieciami, mnostwo kafejek i klubow.  Jest kultura, Arena na imprezy i koncerty, mozna grac w hokeja i generalnie zawsze cos sie dzieje. Centrum jest spore ale i kompaktowe zarazem, wszedzie mozna zadreptac pieszo, ale gdyby sie nie chcialo, jezdzi mnostwo autobusow a takze ciche, nowoczesne tramwaje - jednym z nich przyjechalam z pobliskiego Beeston. Cenowo Nottingham jest przychylne studenckiej a takze turystycznej kieszeni, nawet taksowki sa tanie, tylko pamietajmy o gotowce, bo kart platniczych nie uznaja :) Jak ktos jest spragniony stolicy, Londyn jest oddalony tylko o ok 3 godziny jazdy.

Lokalni sprawili na mnie wrazenie nieco oschlych i ponurych, ale po prawie szesciu latach mieszkania w Surrey nabralam tutejszych nawykow i wykrzywiam sie do kazdego w usmiechu  zapominajac, ze ta sztuczna uprzejmosc nie w calym UK obowiazuje. Mam wrazenie, ze midlandersi trzymaja dystans do obcych, ale jak juz nas poznaja blizej, to jest OK ;) Historycznie rzecz biorac, to zawsze mieli ciezkie zycie  i pewnie nie w glowie im jakies fiu bzdziu, a ze Midlands to chyba najbardziej zaniedbana czesc UK, to i trudno sie dziwic, ze z mieszkancow nie bucha radosc.
Robin Hood - spodziewalam sie feerii pamiatek, jak w Stratford upon Avon, albo w sklepach w Irlandii, tymczasem poza punktem informacji turystycznej, gdzie wisi pare T-shirtow i jeszcze jednym przybytkiem, do ktorego nie weszlam, nie ma tam nic...Na miescie jest wprawdzie RH trail, z tablicami opisujacymi dzieje bohatera i jego Merry Men, ale jak na taka legende, to sie nie popisali. Szkoda, ze Robin nie jest Irlandczykiem, oni zrobiliby to marketingowo duzo lepiej! Na pocieszenie mamy brzydka statuje pod zamkiem, gdzie mozna sobie strzelic selfie, oraz bude sprzedajaca pieczone ziemniaki:





Wybieralam sie do slynnego lasu Sherwood, ale ze mialo padac to stwierdzilam, ze zaczekam do wiosny, jak sie przyroda zazieleni a dni wydluza. Dojazd oczywiscie jest prosty, bierzemy autubus z centrum i w godzinke jestesmy na miejscu. Pod tym wzgledem Nottingham jest super, wszak nie kazdy przyjezdny chce sie klopotac wynajmem samochodu. Jak mamy dodatkowy dzien czy dwa, warto wsiasc w pociag niebylejaki i udac sie do slynnego niegdys uzdrowiska Matlock Bath - to taki tutejszy Zegiestow. Niestety miasteczko czasy swietnosci ma za soba, jest ospale i tkwi w marazmie, poza kilkunastoma restauracjami  fish &chips i jakimis przedpotopowymi fliperami nie oferuje nic, tylko piekne polozenie i widoki, a to troche za malo, zeby skusic wspolczesnego turyste ponizej 80 roku zycia. Przeszlam sie parkiem nad rzeka, wdrapalam stromymi schodkami aby podziwiac panorame z wysokiego zbocza, a potem wrocilam trasa Lovers Walk ku stacji i udalam sie do kolejki linowej Abraham Heights. Bardzo fajna atrakcja, u gory jest ladna kawiarenka, dwie jaskinie, ktore zwiedzamy w cenie wjazdu, wystawa fotografii z Peak District, wieza widokowa, sklepik z mineralami i plac zabaw dla dzieciarni. Widoki z gory super, w lecie musi byc jeszcze lepiej - te rejony przypominaja mi troche moj rodzinny Beskid Sadecki, a troche Jure Krakowsko - Czestochowska...


http://www.thepriesthouse.co.uk/assets/images/inspirations/heights-of-abraham-gallery-3.JPG



Chce koniecznie poeksplorowac Derbyshire Dales, zatem mozliwe, ze powroce do Nottingham albo Derby jeszcze w tym roku. Jak spiewa Wodecki, lubie wracac, tam gdzie bylam :)