For Your Pleasure

For Your Pleasure

Monday, May 30, 2011

***

Przyznaje sie bez bicia, ze coraz rzadziej odwiedzam cudze blogi, w szczegolnosci te spoza mojej listy. Komentuje tez z rzadka; albo tresc nie stymuluje mnie wystarczajaco, albo, zwlaszcza w przypadku pewnych blogow 'z dalszej reki', stymuluje na tyle negatywnie, ze wole zamilknac i blog opuscic. Bywam srodze rozczarowana. Jak juz sie trafi ktos wysoce inteligentny, zatrudniony w ciekawej branzy, oblatany w wielu tematach, to za chwile sie okazuje, ze albo nienawidzi feministek i gejow, albo ma zajoba na punkcie islamu, albo wpada w nie dajaca sie zniesc monotematycznosc. Na szczescie mam jeszcze pare przystani, ktore odwiedzam regularnie, bo warto.

Jestem w trakcie rozciagnietej na dwa wieczory emisji 'Long Way Round':


Siegalam pare razy po ksiazke w ksiegarniach, do zakupu jednak nigdy nie doszlo. Ogladam i slucham jednym okiem, surfujac jednoczesnie po necie. Zaintrygowala mnie trasa wyprawy, a wlasciciwie jej azjatycka czesc. Powiem tak: jak dotad czuje sie rozczarowana i trescia i forma tego dokumentu. Po tak interesujacym przedsiewzieciu spodziewalabym sie lepszego przygotowania merytorycznego od strony jej uczestnikow, czytaj - mogliby chociaz miec blade pojecie, ktoredy jada. Tymczasem Brytyjczycy przejezdzajacy przez rejon Altaju rozdziawiaja geby ze zdziwienia, ze mijaja gory i to wcale wysokie. Ba, oni rozdziawiaja geby podczas jazdy przez Slowacje...Doprawdy, czyzby Ewan wierzyl cale zycie, ze gory sa tylko w Szkocji, do ktorej notabene porownuje wszystko, co mu sie podoba po drodze ? Dalej, dlaczego na jazde przez wertepy Kazachstanu i Mongolii wybrali sie na stanowczo, co sami podkreslaja, za ciezkich motocyklach BMW, podczas gdy w tamtych terenach sprawdzaja sie najlepiej maszyny lokalne ? Spodziewali sie asfaltowych drog all way down to Alaska ? Widok doroslego mezczyzny, ktory przewraca sie wraz z motorem, po czym nie jest w stanie bestii podniesc (jestesmy na to narazeni wielokrotnie), jest przygnebiajacy.

Z 'Long Way Round' nie mozna dowiedziec sie prawie niczego o krajach na trasie owej wyprawy, poza faktami oczywistymi, ze tam w dzikich krainach pija kumys i spia w jurtach, jezdza na malych konikach, ze skosnooka milicja jest upierdliwa i przetrzymuje podroznikow na granicach po kilkanascie godzin, ze ludzie sa goscinni, ale i lubia obcych miec na oku. Szkoda, z takiego materialu moznaby naprawde wiele wycisnac. Zdaje sobie jednak sprawe, ze to nie jest Tony Halik :) Zatem kupno DVD po pelnowymiarowej cenie odradzam, jesli zas sie wam trafi okazja (zaplacilam £3.99), mozna nabyc do postawienia na polce, bo okladka koniec koncow najgorsza nie jest.

Pogoda w ten dlugi weekend ch..a, pada, pada, przestaje na moment i dalej kropi. Lsniace nowoscia kijki stoja smetnie oparte o sciane i czekaja lepszych czasow. Mam smetne przeczucie, ze wyczerpalismy limit cieplych dni na sezon 2011 i az do pseudozimy bedzie tak wlasnie kropic. Pozostaje mi wiec fitness indoors.


To jest moje pierwsze DVD z szeroko pojetymi cwiczeniami, tzn. nie pierwsze zakupione, bo na polce cos tam sie kurzy, ale pierwsze, ze tak sie wyraze, wyprobowane. Zrobilam wszystkie trzy 30-minutowki pod rzad, na temat trudnosci sie nie wypowiem, bo dla mnie wszystko jest trudne. Rzecz jest fajna, Davina jest zabawna, muzyczka w tle leci sympatyczna (Fatboy Slim i inne takie). Cwiczenia na pewno nie sa zadna nowoscia, wszystko to juz widzielismy, aczkolwiek instruktorzy narzucaja dosc szybkie tempo (again, dla mnie kazde tempo jest szybkie, albo wrecz za szybkie), wiec po pol godzinie skakania przez wyimaginowana skakanke, kopania, wymachiwania piastkami, pompek i rozciagania, czujemy, ze zyjemy. Ponownie, nie dalabym za to 15 funtow, ale za £3.99 naprawde warto.

Jesli ktos sie zastanawia, gdzie tak okazyjnie mozna nabyc DVD - jest taki sklep, nazwy nie pomne, ktory sprzedaje plytki pochodzace z wypozyczalni, z gwarancja, ze beda chodzic. No i chodza, a za dyche mam dwie wyzej wspomniane pozycje, tudziez 'Pilates', jeszcze nie obadane. Taniej, niz na Amazon. Notabene, natrafilam ostatnimi czasy na osoby, ktore nie wiedza, czym jest Amazon. Czy ktos tu jest z innej planety ?

Na zakonczenie: mieszkajacy w okolicach Liverpool kinomaniacy, macie niepowtarzalna okazje zobaczyc legendarnego 'Taksowkarza' w FACT Picturehouse (35th Anniversary Restoration). Spieszcie sie, poki jeszcze graja.


Sunday, May 22, 2011

Let It Die

Jak rzeklam, tak uczynilam. Pogoda, czytaj: wichura i deszcz, dopisala az zanadto. Przy okazji przekonalam sie, ze piwo+Aviomarin to gwarancja spokojnego i udanego snu na bite cztery godziny (przerywane li tylko koniecznoscia przesiadki).


Przyznam sie szczerze, ze jeszcze niedawno widzac ludzi maszerujacych z kijkami, myslalam sobie: co za glupia moda, jakby sie nie dalo chodzic bez tego. Dodatkowy gadzet dla nadzianych przedstawicieli klasy sredniej, wystrojonych od stop do glow w The North Face i udajacych himalaistow w Lake District. W miedzyczasie jednak poczytalam co nie co na temat Nordic Walking, obejrzalam pare filmikow na YT...i coz, teraz tylko kwestia zakupu owych tyczek mi pozostala :) Lazik ze mnie kiepski, mecze sie w trymiga i mam strasznie slabe nogi, a wiec licze na to, ze dodatkowe wsparcie pozwoli mi chodzic dluzej i choc troche latwiej...Time will tell.

Coz jeszcze...Keswick jakie bylo, takie jest, kilka sklepow zmienilo szyldy, na poczcie nadal te same nad wyraz sympatyczne i dziarskie babcie obsluguja, w pubach nalewaja ale przemili Polacy (B., to do ciebie...), autobusy zapierdzielaja po waskich drogach, ze az glowa odskakuje, w przejsciu podziemnym koles jak stal i spiewal, tak dalej spiewa. Czas stanal w miejscu, mozna by rzec. Gdyby tak jeszcze dojazd stad byl tanszy. Wydanie prawie £60 w taki dzien, jak wczoraj, kiedy to o 3:30 po poludniu musialam salwowac sie ucieczka z Castlerigg i schronic w pubie, aby tam przeschnac i doczekac odjazdu autobusu, mocno by mnie rozezlilo. To rzeklszy, warto regularnie sprawdzac ceny pociagow z wyprzedzeniem, gdyz bilet w jedna strone mozna kupic juz od kilku funtow. Zas do miejsc, ktore mnie szczegolnie interesuja, gdyz ich jeszcze nie zwiedzalam (np. Wastwater, patrz ponizej), zaden znany mi autobus nie dojezdza.


W pracy bezlitosne redukcje zatrudnienia, od gory po sam dol (choc powiedzmy sobie szczerze, zwolniony manager po prostu zmieni job title i znajdzie sobie nisze gdzie indziej, my zas, jak te jednorazowe chusteczki, paszol won). Spodziewalam sie tego, obserwujac od miesiecy nieudolnosc prowadzenia calego interesu, bezmyslne wywalanie gor jedzenia, ktorymi mozna by spokojnie wyzywic niejedna wielodzietna rodzine i czerede paletajacych sie i nic nie robiacych przez wiekszosc czesc dnia osob. Nie ludze sie, ze poleca lby leniwych i glupich jak but Anglikow, wiec zawczasu przygowuje wlasny leb pod topor kata i zabezpieczam tyly. Que sera, sera.



Monday, May 02, 2011

***



Przejade sie na jeden chociaz dzien, zeby zobaczyc wariatow plywajacych w jeziorze Derwentwater :)