For Your Pleasure

For Your Pleasure

Sunday, June 05, 2016

***

Lato jest, wiec wypadaloby napisac letniego posta. Jeszcze pare dni temu wyciagalam z szafy czapke podbita futerkiem i welniany swetr z Irlandii, szlo bowiem ocipiec, tak sie zrobilo zimno. Teraz z glupawym wyrazem twarzy gapie sie we wlasny, czerwony od slonca dekolt. Niby sie posmarowalam, ale i tak co roku spotyka mnie to samo, czyli nadgorliwa reakcja zaszokowanej promieniami slonecznymi skory. Tymczasem we Francji powodzie, na Roland Garros widzowie ogaceni w kurtkach, mecze przerywane przez deszcze, zas na festiwalu Rock Am Ring fani szatanskiej muzyki co rusz obrywaja blyskawicami. Ani chybi gniew bozy.

Narzucilam sobie obowiazek przeczytania wszystkich ksiazek, jakie Rodzina podarowala mi w przeciagu ostatnich paru lat z okazji swiat czy urodzin. Zawsze sie wsciekam, bo latam z podrecznym bagazem i nie mam na nic miejsca, tym bardziej ksiazki,a po powrocie odkladam je na polke i tak juz sobie leza. Wybierane sa tez dosc przypadkowo, choc od lat powtarzam, ze nie czytam fikcji, bo o zmyslonych historiach wole ogladac filmy. Niemniej jednak...slonce swieci, az zal nie usiasc z ogrodku z napojem, truskawkami i nie pograzyc sie w lekturze. Dzis siegnelam po ksiazke Romy Ligockiej "Wolna milosc" i byl to wspanialy wybor, juz od pierwszych kartek zaczelam sie szeroko usmiechac, choc nastepne rozdzialy nie zawsze traktuja o sprawach lekkich i przyjemnych, jest to bowiem zebrana gama dosc luznych spostrzezen autorki o zyciu, z jego cieniami i blaskami. Pozwole sobie przytoczyc cytat z samego niemal poczatku:

"Otoz od dawna ugruntowalo sie we mnie przeswiadczenie, ze starosci nie ma i juz! W starosc jestesmy wtlaczani niemal sila bardzo wczesnie. Juz kolo trzydziestki mowi sie nam, ze najlepsze minelo. Ale przeciez nasz wiek to tylko puste cyfry, bez tresci. Wiec zeby one nami nie manipulowaly, manipulujmy nimi sami. Odwazmy sie wiec i wyobrazmy sobie, ze kolo trzydziestki dopiero przestajemy byc dziecmi, kolo czterdziestki dojrzewamy, a siedemdziesiatka, przez niektorych juz dzis nazywana nowa czterdziestka, to czas, kiedy tak naprawde jestemy dojrzali i prawie wszystko jeszcze przed nami."

Po takim wstepie nie moglam sie oderwac od lektury stad przypieczony lekko dekolt :)

Jestem ostatnio wyjatkowo spragniona nie tylko dobrego slowa pisanego, ale kultury w ogole. W kinach niestety sezon ogorkowy, trwal bowiem half term,wiec wyswietlali tylko komiksy i jakies inne potworki dla dzieci. Zyje nadzieja, ze wkrotce uda mi sie zobaczyc jakies przedstawienie transmitowane z Londynu, albo opere. W miedzyczasie pozostaje mi sie ukulturalniac w domowych pieleszach. Jakiez to szczescie ze mamy Internet w naszych czasach i mozemy go uzywac do czegos ambitniejszego, niz sciaganie pornoli. Kazdy, niezaleznie od tego czy mieszka godzine pociagiem od wielkiego miasta, jak ja, czy w gluszy wsrod niepismienych tubylcow, ma latwy dostep do nieograniczonych zasobow muzyki, filmu, ksiazek w formacie cyfrowym, czasopism...Wystarczy tylko unlimited broadband. Piszac te slowa, slucham nagran Diany Damrau, naszlo mnie bowiem na opere, zapewne po wczorajszym seansie "To Rome With Love", z niezapomnianymi scenami pod prysznicem :) Wspanialy sopran ma kobieta, slychac to nawet w warunkach wybitnie nieaudiofilskich, leci mi ona bowiem ze starego telefonu, oddelegowanego do roli odtwarzacza mp3 (czyta tez bezstratny format FLAC, choc twierdzi, ze nie czyta). Kupialam niedawno douszne sluchawki Onkyo i dzieki nim moje 32 GB muzyki (to tylko to, co lubie najbardziej, czyli wierzcholek gory lodowej zbiorow) brzmi w miare znosnie, a ja sie moge odizolowac od odglosow lata na osiedlu, czyli ryczacego choru kosiarek, pokrzykiwan dziatwy i 'o bejbe bejbe' dobiegajacego z ogrodka sasiadow. Zaprawde, Nobel sie nalezy temu, kto wymyslil sluchawki, o zatyczkach do uszu nie wspominajac.Wracajac do meritum: mozna w dzisiejszych czasach, co sa ponoc takie zle, wszystko miec bez wychodzenia z domu: mozna kupic muzyke, ksiazke z ksiegarni na calym swiecie, DVD z ulubiona opera tez. Wbrew pozorom nawet mieszkanie w samej, powiedzmy stolicy, czy w rozsadnej od niej odleglosci, nie oznacza, ze bedziemy w te i we wte latac na seanse czy wystawy. Bilet do Odeonu na Leicester Square kosztowal mnie ongis 20 funtow. Wystawa na stulecie brytyjskiego Vogue to dla mnie £20 na dojazd, tylez na wstep, cos trzeba zjesc i wypic i pieciu dych nie ma, albo i stowy. Ksiazka - album z tej samej wystawy na Amazon juz jest za £16. To samo sie tyczy teatrow, koncertow. Jak nas nie stac w danym momencie albo nie mamy czasu, zeby sie tluc do miasta, mozemy miec to samo w domu za ulamek ceny. Czyz nie jest to swietne ?

Nadrabiam rowniez zaleglosci filmowe; Allena rzymskiego musialam juz widziec, bo zapamietalam czesc scen, z prysznicowa na czele ale i tak z przyjemnoscia obejrzalam ponownie. Coraz bardziej jestem ciekawa tego Rzymu. Zobaczylam rowniez 'The Dressmaker', cokolwiek absurdalna komedie australijska z Kate Winslet, ktora zwala z nog i wyglada teraz jak milion dolarow, w porownaniu z czasami Titanica. W kostiumach z lat 50-tych wyglada fenomenalnie i choc byly to czasy ciemiezenia kobiet i wciskania ich w role matki i zony, rowniez za pomoca mody, nie moge sie oprzec wrazeniu, ze w tych krojach bylo paniom po prostu bardzo ladnie, zwlaszcza tym o posagowej figurze, jaka ma Kate. Hugo Weaving moglby ksiazke telefoniczna czytac a i tak moglabym go sluchac godzinami :) Film zebral raczej niedobre recenzje w brytyjskiej prasie, ale i tak polecam chocby dla kostiumow i scen, w ktorych Hugo giba sie w damskich ciuszkach. Z tego pana ponizej sama bym z checia zdjela miare, hehe:


http://i4.mirror.co.uk/incoming/article6056485.ece/ALTERNATES/s615b/Liam-Hemsworth-stars-opposite-British-actress-Kate-Winslet-in-The-Dressmaker.jpg



Dzis zeby kontynuowac tematyke strojow obejrze "The Danish Girl", a jak mi jeszcze pary starczy, "Brooklyn." Na taki weekend mowi sie u mnie w pracy 'a quiet one' czyli nuda i kicha, bo ktoby tam jakies ksiazki czytal, albo filmy ogladal o facetach poprzebieranych za baby. Ide sie wiec nudzic dalej i wszystkim rowniez wspanialej nudy serdecznie zycze :)





Thursday, May 05, 2016

***



Cead Mile Failte , czyli witam po stokroc! Jak widac na zalaczonym obrazku, zawitalam w tym roku do Irlandii. Ostatni raz bylam tam w sierpniu 2015 i teraz podobalo mi sie rownie, jesli nie bardziej, byc moze dlatego, ze spedzilysmy z Dublinia bite trzy dni w drodze. Mysle, ze jest to minimum, jesli chcemy cos w Irlandii zobaczyc, chyba, ze ktoz chce sie zatrzymac w Dublinie, wtedy jeden weekend pewnie zalatwi sprawe. Mialam zreszta okazje przejechac sie do Dublina w piatek, ale zmasowane sily natury - czytaj: snieg, grad, deszcz i wiatr na zmiane ze sloncem i +2 stopnie 'ciepla' skutecznie ostudzily moje zapedy i wybralam sofe, koty i lekture 'Twojego Stylu'. 

Ogladajac ow zacny kraj glownie zza szyby samochodu, bylo bowiem zbyt wietrznie i zimno, zeby spacerowac dluzej, niz godzinke, rozmyslalam, jak to jest, ze Irlandczycy wyszli z impasu, czyli biedy, ktora nekala ich przez stulecia i wygnala milionowe rzesze ludzi za wielka wode. Nie dziwie sie, ze byli biedni, kraj jest nieurodzajny, obdarzony kaprysnym klimatem, nie ma tez chyba znaczacych bogactw naturalnych (poprawcie mnie, jesli sie myle), gorzysty, co zawsze utrudnia transport towarow i ludzi. Do tego dochodzi gorliwy katolicyzm, ktory na ogol idzie w parze z bieda i fatalizmem, wyjatkiem jest zamozna Bawaria ;) Dolozmy sasiadow Anglikow i mamy recepte na 1000 lat nieszczecia. Mimo tego wszystkiego Irlandia jest dzis zamoznym i drogim dla turysty krajem. Nie zjemy obiadu za mniej niz 20-25 euro, choc tu musze dodac, ze takiego seafood pasta jak w barze w Donegalu (hrabstwie, nie miejscowosci), ze swiezych, przepysznych ryb i owocow morza nie jadlam nigdzie i pewnie juz nie zjem. Udalo mi sie tez wreszcie skosztowac slynnego Irish Chowder i byl swietny, choc ciezki i kremowy. Musze przyrzadzic wlasna wersje. Ciagnac temat jedzenia, ku swej wielkiej radosci odkrylam, ze oni tam maja maslanke w kartonach a nie malenkich pojemniczkach, jak tutaj. Bardzo mi smakowal wszelaki nabial, od wspomnianej maslanki, po maslo z Kerry, mleko, cheddar i naturalny jogurt. Zabrzmi to smiesznie, ale nawet chipsy (jakas lokalna marka, nie Walkersy) i ziemniaki, jakie niebacznie zamowialam jako side dish do makaronu, byly bardzo smaczne. Musi byc to jedyne warzywo, jakie sie udaje w Irlandii, nie liczac kapusty i burakow. Prawie jak w Polsce!

Przejezdzajac przez Donegal, na prozno szukalam sladow ubostwa, a jest to ponoc najbiedniejsze hrabstwo irlandzkie. Dobrze, ze dogonili cywilizacyjnie reszte kraju, czyli postawili stacje benzynowe i porobili bankomaty, bo jak rozumiem z 8 - 10 lat temu tego tam nie bylo. Kiedy natomiast wyjechalysmy na pustkowie, gdzie rosna tylko ostopodobne kepy i nawet owce nie maja sie na czym pasc, prawie odebralo mi mowe:






 Ma to swoj nieodparty urok choc nie kazdemu moze odpowiadac taka dzicz. Niezaprzeczalna zaleta Irlandii jest to, ze maja swietne, nowe drogi, ktorymi nikt nie jezdzi! Idealny kraj na objazdowki samochodowe, takze na motor, byc moze na rower, choc kiedy nas zlapie siekajacy deszcz z gradem w szczerym polu, jak to powyzej, to ja nie chcialabym byc w skorze zadnego cyklisty...Druga zaleta, z ktorej wynika ta pierwsza, to zaludnienie, jest tu bowiem 10 razy mniej ludzi niz w UK, ktore przeciez nie jest krajem olbrzymim, a liczy sobie 65 mln mieszkancow. 65 milionow, pomyslcie tylko, jak to sie przeklada na wieczny scisk w pociagach, ktorymi dojezdza sie do pracy w Londynie albo na lotniska, w metrze, na drogach, kazdy przeciez ma przynajmniej jedno auto. Oczywiscie sa tez rejony mniej zageszczone, nadaja sie one jednak wylacznie dla emerytow  bo niestety sa daleko od wiekszych skupisk, gdzie mozna znalezc dobrze platna prace. Co jeszcze rozni Irlandie od UK, na pierwszy rzut oka ? Przygladalam sie domom mijanym na trasie i wlasciwie nie widzialam nowobogackich potworkow ani wysokich blokow. Dominuja srednio skromne, ale bardzo estetyczne parterowe domostwa. Domyslam sie, ze oznacza to brak olbrzymich nierownosci spolecznych, jakie niestety nadal dotykaja UK, gdzie pewne rejony kraju sa wg sondazy biedniejsze i bardziej zacofane od Rumunii. Malo tez widzialam budowli z czerwonej, nieotynkowanej cegly, ktorych zazwyczaj nie znosze. 

Bardzo sie ciesze, ze jest Ryanair i ze za smieszna kwote (moj lot tuz przed bank holiday kosztowal £57) mozna odwiedzic interesujacego sasiada; jak sie do tego dolozy wyborne towarzystwo i nowopoznanych, fajnych ludzi oraz zwierzaki, to czegoz chciec wiecej ? I will be back!
 
Na trasie: gory, fjord, surfing, czego dusza zapragnie :)








Monday, April 04, 2016

***

Dawno nie bylo o odchudzaniu, czy moze raczej odgrubianiu ;) Zbrombilam sie troszke z wlasnej oczywiscie winy i aby odkupic grzechy, powracam do schematu 80:20, gdzie 80 % posilkow jest oparte na warzywach a tylko 20 % na miesie. Mieso jest niestety glownym winowajca, kiedy jadlam glownie warzywa moglam bezkarnie kombinowac je z nieograniczonymi ilosciami brazowego makaronu, ryzu, chleba i jakos waga leciala w dol. Calkowicie wyeliminowac go nie moge, bo mi sie wtedy uklad hormonalny rozsypuje. Takie rozwiazanie powinno sie sprawdzic; na dodatek cos mi zaszkodzilo w ten weekend i w ogole nie moge jesc, wiec jakies ograniczenie kalorii na poczatek jest ;)

Jestem przerazona tym, co widze wokolo. Spotykam znajomego kolo 40-tki - dziewiaty miesiac ciazy, ba, dziesiaty. Ciaza przenoszona, czworaczki, tak przynajmniej sugeruje brzuszysko. Podchodze do gostka w pracy o cos sie zapytac i z trudem ukrywam usmiech, choc to bardziej straszne niz smieszne, jak sie komus przerwy miedzy guzikami w koszuli robia w wydetym kaldunie (kaldun = tlusty brzuch wg mojej babci). Przyjelismy ostatnio kilka mlodych kobiet, kazda nie starsza niz 25 lat i na oko rozmiar 18. Jestem przerazona, juz nie nawet zniesmaczona, bo co mi do tego, ze ktos jest brzydki. Czy ci ludzie nie slyszeli o zwiazku miedzy otyloscia brzuszna a cukrzyca ? Albo o tym, ze jak uklad pokarmowy nawali, mozna skonczyc na stole operacyjnym a potem do konca zycia lazic z torebkami przytroczonymi do brzucha, do ktorych sciekaja dosc nieprzyjemne wydzieliny z jelita ? Po co nam plany emerytalne, jak malo kto z tego towarzystwa dociagnie do 68-go roku zycia, nie wspominajac juz o dlugim zyciu na emeryturze.

Why ?...

http://www.theweek.co.uk/56831/britains-obesity-crisis-why-is-the-uk-so-fat