For Your Pleasure

For Your Pleasure

Sunday, November 20, 2011

***

To juz oficjalne. Z rozmiaru 10 stalam sie rozmiarem 12. Nadal sie mieszcze w stare ciuchy, ale dzis przytargalam do domu dwie spodnice z Primaniego, obie w 12 i leza jak ulal. And you know what ? Bardzo mnie to cieszy - nie to, ze mam wiecej kochanego cialka, ale to, ze wreszcie cos wkladam i  to cos nie odstaje w pasie na kilometr, nie steczy,  nie 'wyje'. Byc moze to kwestia fasonu, bo nigdy przedtem nie mierzylam tzw. pencil skirt, z obawy wlasnie, ze przez biedra nie przelezie, a potem bedzie za duza w talii. Teraz wszystko lezy jak trza. Co wiecej, bielizna rowniez lepiej lezy, a konkretnie biustonosze, z ktorymi rowniez mialam problem, bo sytuowalam sie niejako pomiedzy rozmiarami. I po co glodzic, katowac, odchudzac, skoro dobrze jest jak jest ?

To rzeklszy, wczoraj, przy swietle dziennym, zauwazylam w lustrze cellulit. Nic nowego, zreszta nie ma czegos takiego jak cellulit, jest tylko tluszcz, ktory sie bryli pod skora i spryciarze, sprzedajacy zdesperowanym, a niezbyt madrym kobietom pseudocudowne masci na ow wymyslony problem. Zadne mazidlo nie usunie wam tluszczu, ten trzeba spalic. Wracajac do meritum: rzekomy cellulit objawil sie na gornych partiach ramion. Daleko mi jeszcze do bingo wings:


Aczkolwiek za pieknie to nie wyglada. Chwycilam wiec za dumbells i dalejze pakowac...Im wczesniej, tym lepiej. Ech, niedoskonale to ludzkie cialo, albo to my mamy tak juz namieszane w glowach, ze z niczego robimy problem. Z drugiej strony, zapytalam ostatnio Mlodego w pracy, czy kiedykolwiek widzial zaawansowanego wiekiem grubasa ? Nie widzial, ja rowniez. To najlepszy chyba argument przeciw bezmyslnemu obzeraniu sie. Ilekroc mam momenty zawahania, ilekroc kusi mnie, coby sobie na kolacje z lenistwa zaserwowac jakies chicken balti z mikrofali, tylekroc mysle o tym, co widze, wychodzac co rano do pracy. Okolo 8:30, czyli w porze, o ktorej dzielne mamy zaprowadzaja dzielne dziatki do szkol i innych przedszkoli. Mamy prawie zawsze jak beczuleczki, rozdeptane Uggsy i ogolna zszarzalosc, znuzenie, irytacja wrecz dopelniaja wizerunku. Rozumiem to, tez nienawidze wstawac rano, choc wpol do osmej to wcale wczesnie nie jest. Piastuje w umysle te narodowa srednia, czyli size 16 (44 w Europie...) i mowie sobie stanowczo: you will never, ever be like that. Ever. Zaklinanie rzeczywistosci ?

Jak juz jestem 'w tym temacie', czyli mam, pociech itd. Wczoraj, z racji faktu, ze poranna mgla ustapila przyjemnemu slonku, pomaszerowalam do lasu sie rekreowac i rozruszac obolale w tym tygodniu kosci. Jako ze w naszej zamoznej okolicy przyrost naturalny jest moze nie na poziomie 3-go swiata, ale wcale przyzwoity, na swiatlo dzienne wylegly gromadki rodzin z dziecmi. Z reguly rodzice plus dwojka szkrabow. Minelam jedna gromadke, potem druga, potem kolejna wysypala sie z wypasionego auta. W mojej glowie pojawila sie bardzo brzydka, przyznaje, mysl: czy moze byc cos nudniejszego dla doroslej osoby w wolny od pracy dzien niz spedzanie go z malymi dziecmi ? Ba, z jakimikolwiek dziecmi ? Gdzie mozna z nimi isc, co robic ? Zapewne rodzice maja na ten temat inne zdanie, maja wypracowane jakies sposoby, zeby wypelnic sobie i potomstwu weekendy. I tak sie zakladam, ze niejedna mama wolalaby wypuscic sie z psiapsiolkami do centrum handlowego, a wieczorem na rundke po pubach, jak za dawnych czasow, a tata wolalby sie spotkac z kumplami i pojsc ogladac panienki na rurach, albo grac w Play Station. Z boku patrzac, rodzina wyglada jak cos masakrycznie nieciekawego. Po co sie w to bawic ?

Wednesday, November 16, 2011

***

Rozrabiam na szeroko reklamowanej stronie randkowo-internetowej. Nie, zeby mnie nagle wzielo na romanse, po prostu nie znam tu zywego ducha i fajnie byloby sie rozejrzec, a nuz w trawie cos fajnego piszczy. Zarejestrowalam sie zatem, oplacilam haracz, wymeczylam skromny profil, zaladowalam na wariata strzelona fotke...i jazda!

W zasadzie to jeszcze zanim stworzylam ow profil i dodalam plik zdjeciowy, poczely splywac wiadomosci. Po grzyba sie rzucac na osobe, ktora dopiero co sie zarejestrowala i w zasadzie niewiele o sobie mowi ? Potem juz kontakty zaczely wyskakiwac jeden po drugim. Nie bylo rady, zaczelam sprawdzac profile okolicznych dzentelmenow, w promieniu do 20-30 mil (na znajomosc, dalej dojezdzac nie zamierzam), oraz w skali kraju (w celach eksperymentalnych i z czystej ciekawosci).

W okolicy nie brakuje baz wojskowych, takoz i na stronie w brod osobnikow bardzo umiesnionych, wytatuowanych, na ogol lysych, w education wpisujacych secondary/high (gimnazjum ?), w income - low albo unspecified. W tejze, bardzo licznej grupie, ze 2/3 to rozwodnicy chlubiacy sie posiadaniem co najmniej jednego dziecka, ktore, a jakze, jest dla nich tym, co najwazniejsze w zyciu. Tuz za dzieckiem na liscie fun things plasuje sie gym. Sami atleci. Ba, na snowboardach pomykaja, nartach, pod namioty jezdza i ogolnie owielbiaja outdoors i keeping fit. Jak ich stac na te sniegi zagraniczne i inne bajery z niewysokich zarobkow, pozostaje tajemnica. Fakt, tu Anglia, wiec nawet biednego stac. Po przejrzeniu kilkudziesieciu, jesli nie kilkuset profili, mialam wrazenie, ze czytam jeden i ten sam w kolko. Dostalam sporo wiadomosci od takich panow i zazwyczaj zaczynaly sie ode od How's you ? Powstrzymywalam sie, aby nie odpisac: I is good...

Drugi typ, jaki mi sie rzucil w oczy, to sciemniacze. Zmienianie miejsca zamieszkania 3 razy w tygodniu. Deklarowanie zerowej liczby dzieci, aby w kolejnym zdaniu zapewniac anonimowe uzytkowniczki o dozgonnej milosci do synka. Nie dosc ze sciemnia, to jeszcze robi to, jak idiota.

Najbardziej jednak zalazl mi za skore typ Desperata. Desperat walnal mi saznista wiadomosc, z ktorej wynikalo, ze jakis czas temu byl na tej stronie, ale nikt go nie chcial. Juz po takim wstepie powinnam goscia zablokowac, albo co najmniej olac. Kto przy zdrowych zmyslach obnosi sie z nieudawcznictwem i porazkami ? Desperat niezmordowanie produkuje tasiemce, nie mam ich sily czytac wieczorem po pracy, ale sie przymuszam, w koncu za to place. Uderza mi napompowany i przegadany ton i wlasciwie sie nie dziwie, ze w przeciwienstwie do prostych osilkow, desperado nie moze sie pochwalic ani byla zona, ani synkem-oczkiem w glowie. Po paru dniach facet idzie na calosc: podaje mi nr komorki, domowy, adres email (na hotmail i niezbyt powaznie wygladajacy, wiec pewnie adres 'randkowy') i zarzeka sie, ze chce ze mna zarandkowac w realu, zanim uczyni to kto inny, bo chetnych pewnie setki. Chce do mnie emailowac, bo wtedy latwiej mu bedzie klikac z pracy. Tak sie sklada, ze podczas lunchu zerkam na moj profil i widze, jakem krotkowidz, ze gosc jest online codziennie miedzy 13 a 14. Desperat sciemniajacy znaczy sie...Na stronie tzw safety tips podaja wyraznie, zeby absolutnie nie wymieniac sie osobistymi detalami, adresami, telefonami itd. Nic to, tonacy brzytwy sie chwyta. Ja tez chwytam za brzytwe i uprzejmie, acz stanowczo komunikuje, ze przez najblizsze pare tygoni zamierzam sie wylacznie 'rozgladac', wymieniac wiadomosci, sprawdzac 'rynek', nie zas rzucac sie na pierwsza lepsza osobe, ktora sie do mnie odezwie (no dobra, tego juz nie napisalam). Poki co jest spokoj.

Jakies 5 % zawartosci strony to mezczyzni wyksztalceni, interesujacy i  nie odstraszajacy zdjeciem rodem z amatorskiego horroru. Zatem szukam dalej.

Podkusilo mnie tez, aby podejrzec konkurencje, znaczy sie niewiasty w przedziale 25 - 35 lat, w okolicy mojego kodu pocztowego. Juz dawno sie tak nie wystraszylam.

Tuesday, October 04, 2011

Dog Days Are Over

A to ci kanikula w ten ostatni tydzien wrzesnia. Jesli wierzyc pogodynkom, temperatura w Londynie dobila do 29 stopni. Bardziej wierze odczuciom osobistym, w sobote w poludnie grzalo solidnie, acz nie pieklo, siedzialam sobie na schodkach gdzies na Trafalgar Square popijajac cole i obserwujac dzikie tlumy, sluchajac miejskiego halasu. Po raz pierwszy nie musialam spieszyc sie na wieczorny autobus i tluc sie nim piec godzin, zeby dojechac do domu, dom jest bowiem w zasiegu godzinnej jazdy pociagiem. Fajnie.

W pracy ok. Za towarzysza mam  lewicujacego absolwenta fizyki, do tego muzykanta ('music is the most important thing in my life'). Przepytujemy sie ze znajomosci hitow wszechczasow, jakimi namietnie nas raczy Radio 2. Kiedy zaczynaja sie audycje polityczne, mlody co rusz podnosi glowe znad kolby i daje glosny wyraz swojemu oburzeniu, czy chodzi o travellersow, uniewinnienie Amandy Knox, czy inne palace kwestie. W sprawach spolecznych jest nieprzejednany. 'Wszyscy powinni miec po rowno'. Zachichotalam, bo te zabe juz jedlismy a i miliony ofiar komunizmu cos by moglo zza grobu powiedziec odnosnie tej rownosci. Tym niemniej, mlody jest inteligentny, na poziomie, zaradny, przejawia inicjatywe w przeciwienstwie do mnie i generalnie mam fuksa, ze mi sie taki trafil, jako ze oboje jestesmy tu nowi i nieopierzeni.

Dni plyna niespiesznie. W 'miescie' skladajacego sie z dwoch ulic nie ma wiele do roboty, wiec po pracy pozostaje mi niesmiertelne trio telewizor+komputer+ksiazki. Zakupilam druga czesc sagi Martina i czyta mi sie ja gorzej niz 'Game of Thrones', ale sie czyta. Zbieram info o okolicy. Wypadaloby przewodnik po Londynie nabyc, zeby te wypady nabraly wiekszego sensu, niz wloczenie sie po Soho (skadinad uroczym). Wypadaloby rowniez zaopatrzyc sie w slownik chemiczny, zebym chociaz z grubsza wiedziala, w czym sie paprze. Nie, zeby bylo to konieczne; moja prace moze wykonywac kazdy, kto umie sie poslugiwac kalkulatorem i ma w miare pewna reke. Szkoda, ze firma zamyka podwoje w przerwie pomiedzy swietami na Nowym Rokiem. Mam wielka ochote poszalec sobie, jak bedzie cicho, porobic probki kremow z samodzielnie wypichconymi zapachami. Ach...

Powoli mija mi tesknota za starymi smieciami. Najgorsze byly pierwsze dwa tygodnie, kiedy czulam sie tu totalnie od czapy. Nie potrafie mieszkac w dziurach, jest dla mnie nadal jakas niepojeta abstrakcja, ze po byle stojak na pranie trzeba sie wyprawiac, jak za morze. Wiem, rozpuszczona jestem, ale trudno, przez cale zycie mialam wszystko pod nosem. Gdyby nie ta praca, nigdy by tu moja noga nie postala. Nie bylabym rowniez soba, gdybym nie zadala sobie pytania: jak dlugo tu zostane ? W tym momencie jestem niewielka srubka w wielkiej machinie i dobrze mi z tym, ale bede miec oczy szeroko otwarte. Czuj duch.