For Your Pleasure

For Your Pleasure

Wednesday, November 09, 2016

***

Dzien dzisiejszy uplynal nam w pracy na googlowaniu co lepszych 'trumpizmow' czyli zenujacych wypowiedzi prezydenta - elekta najpotezniejszego (?) kraju swiata, oraz poszukiwaniu opcji ucieczki od brutalnej rzeczywistosci. Mozna, za wcale nie takie wielkie pieniadze kupic sobie prywatna wyspe, moza jak Kora i sw.pamieci Marek Jackowski zamieszkac w jaskinii na greckiej wyspie, mozna poszukac apartamentu z basenem w Tajlandii, ktory kosztowalby mniej niz pokoj tutaj, mozna zakrecic sie kolo willi w Lagos...Razem z Maruda namierzylysmy wysepke nieopodal Sardynii, Maruda rozwaza ponadto oblezenie Wyspy Wight, ewentualnie Jersey/Guernsey. Ot, takie zartobliwe oswajanie wcale nieweselej rzeczywistosci. Kiedy wlaczylam z rana TV zobaczylam czerwone slupki zdecydowanie gorujace nad niebieskimi i prezentera, ktory z trudem opanowywal smiech, tlumaczac nam co sie wlasnie wydarzylo w USA. Mialam nadzieje, ze funt sie troche umocni wobec Euro, bo wkrotce bede musiala zaopatrzyc sie w gotowke na wycieczke do Amsterdamu, zamiast tego umocnilo sie Euro a nawet waluty takie jak zloty. Postanowilam nie ogladac wiecej wiadomosci, nie czytac zadnych powyborczych analiz, puscilam koncert Diane Reeves na You Tube - polecam kanal Jazz³+, moc muzy z festiwali i nie tylko - pije napar z imbiru coby odegnac resztki chorobska i tyle. Life goes on. Nie moge sie zadreczac czyms, na co nie mam zadnego wplywu. Amerykanie dostali co chcieli i teraz beda jesc te niesmaczna zabe przez cztery badzo dlugie lata...

Dla "oslody" dostalam email od HSBC lakonicznie informujacy mnie, ze tna oprocentowanie na koncie oszczednosciowym do 0.01 %. Ach, jakaz dobra ta nasza zmiana.


 

Sunday, November 06, 2016

***

Pojechalam na tydzien do Polski odwiedzic groby bliskich. Udalo mi sie zobaczyc interesujaca wystawe http://vangogh-alive.com/ w zabytkowym budynku dworca kolejowego, wystawe malarstwa Beksinskiego w Nowohuckim Centrum Kultury, zaliczylam tez sympatyczny koncert w centrum kultury japonskiej Manggha. Udalo mi sie takze zlapac zapalenie krtani, co nie bylo trudne zwazywszy na fakt, ze na cmentarzach przewalaly sie tlumy rozsiewajacych zarazki ludzi ;)

Obserwacja ze Stansted: lecialam Ryanem do Krakowa, samolot tym razem pelen rodakow. Jestesmy brzydcy. Strasznie brzydcy, jacys tacy niefajni w tych brudnych adidasach, rozwleczonych gaciorach, pseudoskorzanych kurtkach, torbach pamietajacych czasy jezdzenia do demoludow 'na handel'. Jakas trefna ekipa musiala leciec, albo w tamtych rejonach mieszka taki sort ? W kazdym razie wygladalo to towarzystwo jakby stali w kolejce po zupe dla bezdomnych, a nie na samolot.

W Polsce coraz wiecej przetworzonej zywnosci w sklepach, produkty smiesznie tanie w UK jak pomidory w puszce czy soczewica sa drogie, a te umiarkowanie drogie tutaj, jak zolty ser, tez sa drogie...W Carrefour wrzucilam do koszyka wodke Torunska, malego Jamesona, dwie pasty do zebow Lacalut, kilkanascie torebek przypraw, pare herbat ziolowych, Inke...i zaplacilam 180 zl co nieomal rzucilo mnie na glebe. Przy obecnym kursie funta £1 = 4.80 wiele artykulow kosztuje tyle co odpowiedniki w UK, albo wiecej. Za otwieracz do wina w sklepie osiedlowym dalam 26 zl. Za 1.5 kg proszku prawie 20 zl. Super dobra zmiana.

O ile w sloncu lata wszystko jest ladniejsze, to juz na jesieni, jak opadna liscie z drzew, wylazi bolesna prawda, ze choc Rynek i ulice wokol niego sa wylizane dla turystow, wystarczy odejsc troche dalej zeby wystraszyc sie obdrapanych kamienic. O Nowej Hucie nie wspomne, czesc osiedli sie poprawila wizualnie ale dalej pelno obskurnych pawilonow, jakichs barakow dziwnych, wszedzie sklepy z tania odzieza, wisza w witrynach te smetne szmaciory, a obok parabanki oferujace chwilowki i rozliczne apteki. Na Placu Centralnym brak juz ksiegarni, ktora byla tam od zawsze, w jej miejsce jest oczywiscie apteka. Gdzie niegdys krolowal Klub Miedzynarodowej Prasy i Ksiazki czyli EMPIK, zanim stal sie sklepem z maskotkami i kubkami, gdzie za komuny chadzalo sie na kawe poczytac zagramaniczne gazety, teraz znajduje sie spozywczak. Na miejscu Mody Polskiej - Rossmann. I tak widac swiatelko w tunelu, bo znana siec piekarn poszerzyla swa oferte o kawiarenki, nawet widzialam paru smialkow jak cos pili w srodku wiec powolutku cafe culture sie u nas odradza. Zmienia sie tez struktura populacji, sprowadzaja sie przybysze z zewnatrz zwabieni cenami mieszkan i dobra infrastruktura zatem jest szansa ze wreszcie bedzie to normalna dzielnica z normalnymi ludzmi i bedzie dla kogo otwierac te kawiarnie i robic wystawy. Zeby jeszcze wrocily kina Swit i Swiatowid.. Hucianie maja na szczescie malenkie studyjne kino Sfinks i dwa teatry, zatem KURTURA sie tam jakos tli i oby tak dalej.

Chcialam zajrzec do ukrainskiej restauracyjki w przejsciu podziemnym, ale akurat nie bylam glodna wiec moze nastepnym razem. Menu bylo zachecajace i domowe: herbata z mlekiem, zupa solanka :) Wybralam sie specjalnie do Biedronki po wino portugalskie rekomendawane na Winicjatywie. Okazalo sie ok, za 15.99 w sam raz. Na lotnisku z przerazeniem odkrylam, ze za flaszke Soplicy chca 33 zl, gdzie normalna cena w sklepie to o dyche mniej. Nic dziwnego, ze nikt nie kupowal.

Wrocilam do UK, a tu kryzys konstytucyjny: premierzyca nie moze bez zgody parlementu oglosic Brexitu, rzad sklada apelacje (!) do trybunalu, jakby to sie dzialo w Polsce PiS by rozpieprzyl trybunal i po sprawie. Teraz sie bedzie to cholerstwo wloklo jeszcze nie wiadomo jak dlugo, z fatalnymi konsekwencjami dla kursow walut i obrotow w handlu i dla nas obywateli UE mieszkajacych tutaj. W metrze sie lepiej nie odzywac po polsku bo mozna - jak w naszym tramwaju - oberwac po mordzie. Na szczescie jestem od dziecka malomowna.

In the meantime, wypoczywam po podrozy i walcze z chorobskiem.

Friday, October 21, 2016

***

W ramach filozofii minimalizmu wysprzatalam Facebook, ktory bardzo sie zmienil od swoich poczatkow i co kilka miesiecy zaskakuje mnie zmianami w ustawieniach: chce cos poprzestawiac w powiadomieniach i prywatnosci i nie moge tego zrobic, jak ostatnio, gdyz robi sie to gdzie indziej i inaczej. Do tego dochodzi rozbudowywanie profilu wlasnego o coraz to szczegolowsze dane, nie wiem po co, to platforma do utrzymywania wiezi towarzyskich ze znajomymi, a nie LinkedIn. Tak czy siak, nadal mamy milosciwa opcje unfollow, czyli nie musimy brutalnie wywalac nudziarza zasmiecajacego nasz feed okropnymi aforyzmami, ckliwymi obrazkami, deklaracjami milosci do zony/narzeczonej (w realu az tak sie nie miluja), glupimi filmikami marnej jakosci...Nie musimy jednakowoz tego chlamu ogladac. Pozbylam sie tez znacznej liczby stron, za ktorymi podazalam i zastapilam je bardziej wartosciowymi. FB jest nadal swietny, jesli chodzi o trzymanie reki na pulsie, czy nawiazanie kontaktu z like minded individuals - widze, ze powstalo kilka grup laczacych obywateli EU poruszonych Brexitem i rosna sobie w sile. Mysle jednak, ze najlepsze dni ta aplikacja ma za soba, sama czasem nie wchodze przez kilka dni z rzedu bo nie chce mi sie czytac pierdol. Na szczescie poza pierdolami bywaja tam i tresci interesujace, zreszta jacy znajomi i zalajkowane strony, taka zawartosc. Da sie ja modyfikowac do pewnego stopnia, co staram sie czynic.

Z innych mediow socjalnych, zalozylam jakis czas temu konto na Twitterze, czytalam intensywnie przez pierwsze pare tygodni i stracilam zainteresowanie, choc jest to potencjalnie ciekawsze medium od FB, oczywiscie jesli sledzimy ludzi, ktorzy maja cos do powiedzenia a nie tylko retweetuja cudze tweety. Byc moze dam Twitterowi druga szanse.

Uzylam kilka razy Instagrama, ale chyba sie go pozbede, bo iPhone ma juz filtry do zdjec a nie zalezy mi na budowaniu wlasnej galerii i dzieleniu sie chwilami z zycia codziennego w sepii. Ot, taka malo socjalna jestem ;) Snapchata i tym podobnych aplikacji nie tknelam i raczej juz nie tkne. Odkrylam natomiast w sobie wielka milosc do podcastow. Wyszukiwanie ich i sluchanie/sciaganie na iPhone jest bardzo proste i mozna znalezc poklady wiedzy i ciekawych audycji, wykladow, wywiadow...Zasubskrybowalam kilka i slucham w drodze do pracy jak i w przerwie na lunch, a nawet przy sniadaniu, co dziala na mnie motywujaco i daje fajnego kopa na reszte dnia. Niesamowite, jaka roznice robi wchlanianie pozytywnych tresci, nawet bez szczegolnego koncentrowania sie na nich, w porownaniu do codziennego wysluchiwania np. lamentow i utyskiwan Marudy. Jak mowi nasza szefowa, negativity spreads i to jest swieta prawda.

Poza tym postanowilam wdrozyc w zycie austerity plan, czyli zyc na tyle skromnie i oszczednie, na ile sie da. Czeka nas prawdopodobnie kolejna recesja. Juz podrozaly pewne artykuly spozywcze, w pracy choc jest ruch to obroty nagle spadly o polowe i generalnie zdrowy rozsadek nakazuje zabezpieczyc sie na potencjalnie nielatwe czasy. Jestem z natury rozrzutna, mam sklonnosc do impulsywnych zakupow i po prostu lubie wydawac pieniadze :) Musze jednak to okielznac. Juz swoje nawydawalam, a zreszta ilez mozna ? Pod wplywem bardzo popularnego bloga jakoszczedzacpieniadze.pl opracowalam sobie comiesieczny budzet i zamierzam monitorowac wydatki, a tych oby bylo jak najmniej. Raczej sie nie stane sknera, ale juz swiadomosc, ze np. kazdy bezmyslnie wydany funt dziennie to w skali roku £365, wiec nowy laptop czy wsad finansowy na wakacje, albo kurs jezykowy...Nigdy w ten sposob nie myslalam o pieniadzach, ale najwyzszy czas zaczac, bo okolocznosci przyrody nie pozostawiaja innego wyjscia.

Na tym zakoncze i zycze wszystkim sympatycznego weekendu :)