Gdy wczoraj dreptalam wzdluz malowniczej rzeki Wey, napawajac sie cieplymi promieniami slonca i obserwujac usmiechnietych ludzi, malutkie kaczuszki, granatowe motyle i wszechobecna zielen, do glowy mi nie przyszlo, ze dzis rano obudzi mnie powiadomienie na telefonie donoszace o kolejnej furgonetce, ktora wjechala w ludzi, tym razem na London Bridge. Cala radosc z udanej soboty prysnela w okamgnieniu. Po raz pierwszy w ciagu mojego 10 letniego pobytu w UK poczulam strach, ze zyje w tym kraju.
Dla przeciwwagi i podniesienia morale, kilka obrazkow z wczorajszej eskapady. Zaczelam ja w miasteczku Godalming, gdzie ongis lokalni uczniowie Peter Gabriel i Tony Banks zalozyli legendarna grupe Genesis. Jest to typowe, eleganckie miasto w Surrey, pelne konserwatywnej geriatrii i niepracujacych zon, zabijajacych nude w dziesiatkach kafejek. Na glownej ulicy dokazywali starsi panowie z UKIP, nad rzeka popalali trawe menele, maszerowala dziwaczna czereda dzieci przebranych za piratow. Z powodu tlumow nie udalo mi sie uchwycic urody tej miejscowosci, co chwile w kadr wlazily mi jakies grubasy. Udalam sie do parku poswieconego osobie Jacka Phillipsa, ktory byl telegrafista na Titaniku i do konca wysylal kodem sygnaly o zblizajacej sie katastrofie. Potem powedrowalam w kierunku River Wey & Godalming Navigations - jest to wazny kiedys odcinek transportu rzecznego, obecnie wykorzystywany przez kajakarzy i barki. Maszerujac przez 20 mil mozna tamtedy dojsc az nad Tamize. Mysle, ze zajeloby mi to, z przerwa na lunch, jakies 10 godzin.
Surrey jest piekne, zalesione i malownicze, a do tego blisko Londynu, przez co ceny nieruchomosci sa tu kilkakrotnie wyzsze, niz w reszcie kraju. Populacja jest biala, zamozna i czasami arogancka. Smigajace kabriolety i panie wyprowadzajace charty na spacer...kwintensencja sielskiej, wiejskiej Anglii. Wszystko pieknie, dopoki ktos tego wszystkiego nie zrujnuje. Czy politycy brytyjscy naprawde zdolaja obronic nas przed ISIS ?
For Your Pleasure
Sunday, June 04, 2017
Saturday, May 13, 2017
***
Na BBC lecial do niedawna serial The Last Kingdom. Wygladal mi na skrzyzowanie Wikingow i Game of Thrones i nie bylam nim zainteresowana, az ktoregos wieczora z nudow zaczelam ogladac na iPlayer bodajze trzeci epizod drugiego sezonu...i z rozpedu pochlonelam kilka kolejnych odcinkow, az po final, na ktory niecierpliwie czekalam, az ukaze sie na BBC 2. Serial faktycznie nie grzeszy oryginalnoscia, ale jest niezle zagrany a do tego BBC zatrudnilo przystojnych dunskich aktorow, aby odtwarzali role panoszacych sie bezczelnie po Anglii (ktorej jeszcze nie bylo, istnialy niezalezne ksiestwa i krolestwo Wessex ze stolica w Winchester) Norsemanow. Saksoni w kontrascie do Wikingow sa pokazani w nieprzychylnym swietle, niegrzeszacy uroda, niedomyci, niemescy i jacys tacy rozmemlani, ewentualnie wiecznie sie modlacy i wzywajacy Boga - patrz krol Alfred i jego malzonka. Jest to oczywiscie zabieg stylistyczny, publicznosc po sukcesie Wikingow zakochala sie w dorodnych wojownikach z polnocy, wiec telewizja karmi ich tym samym :) Do czego jednak zmierzam ? W fejsbukowych komentarzach pod postami serialu na FB, w szczegolnosci dotyczacymi ostatnich trzech odcinkow, az bije po oczach zachwyt plci zenskiej nad tytulowym bohaterem, jak i postaciami z dalszego planu, w szczegolnosci zadziornymi bracmi o imieniu Erik i Siegfried. Podobnie jak Ragnar i Rollo, jeden jest spokojniejszy i myslacy, drugi najchetniej wyrzynalby wrogow w pien 24/7. Wydawac by sie moglo, ze wspolczesna kobieta, ktora przeciez pragnie nowoczesnego partnerstwa, spolegliwego faceta w domu, ktory gotuje, wynosi smieci bez szemrania, nie podnosi glosu i w ogole nie przejawia zadnej agresji, powinna sie wzdrygnac na sam widok zadziora z Polnocy. Ale nie, widzkom TLK taki archetypowy typ mezczyzny sie bardzo podoba:
Ponizej, Lord Erik (a nie zaden drwal! - Dub & M.), z uprowadzona, a jakze, ksiezniczka. Needless to say, niewiasty komentujace na fejsie bardzo,bardzo chcialy byc na jej miejscu. Erik jest przystojny i w przeciwienstwie do swego gburowatego brata potrafi sie obchodzic z kobietami. Czuly barbarzynca - wspolczesny ideal ?
Podczas ostatnich peregrynacji po Irlandii nasza towarzyszka M. rzucila w eter pytanie retoryczne: czy myslimy, ze ostatnimi czasy procent meskosci w mezczyznach spada ? Z jednej strony chcialabym odpowiedziec, ze tak. Faceci chodza w kolorowych rurkach, na kosmetyki i sera do pielegnacji hipsterskich brod wydaja juz tyle, co baby na fatalaszki (sprawdzony fakt, z prezentacji w pracy na temat meskiej pielegnacji wynikalo, ze udzial meskich kosmetykow w rynku wzrasta w oszalamiajacym tempie, w Europie zas prym w pielegnacji zarostu wiedzie, o dziwo, Polska), przechodza na weganizm (to juz nie tylko niemeskosc, to lewactwo) i predzej by zjedli wlasne skarpety niz poszli dobrowolnie do wojska. Nie potrafia nic zrobic w domu, nie zajrza pod maske samochodu, mieszkaja z mamusiami do usranej smierci, zamiast jak najwczesniej starac sie usamodzielnic i dazyc do dobrego statusu finansowgo, a nastepnie zalozyc rodzine. To stek stereotypow, ale wiecie, o co mi chodzi. Rozni korwinisci dowodza, ze taki stan rzeczy jest wina kobiet, ktore wreszcie wyprostowaly pijanego, agresywnego brutala na ktorego narzekaly od stuleci i nagiely go do swoich potrzeb, przy okazji czesciowo lub calkowicie kastrujac z meskich cech. W efekcie mamy chlopa bez jaj...
Gdy wiec kobiety widza na ekranie telewizora seksownych a zarosnietych Wikingow, w jakosci HD, to zbiera sie w nich teksnota za dawnymi czasami - jak gdyby dawniej wszyscy faceci wygladali TAK, byli waleczni i odwazni ;), jak gdyby kobiety za malo w przeszlosci wycierpialy wlasnie dlatego, ze panowie chcieli byc tacy strasznie mescy, czyli wszczynac jedna wojne po drugiej. Puscic wodze fantazji jednak mozna, to nic nie kosztuje, a potem sie wraca do nudnej rzeczywistosci i Kiepskiego chrapiacego w lozku.
Nie wiem, co o tym wszystkim myslec. Jak zdefiniowac wspolczesna meskosc ? Gdzie ci kowboje ?
Ponizej, Lord Erik (a nie zaden drwal! - Dub & M.), z uprowadzona, a jakze, ksiezniczka. Needless to say, niewiasty komentujace na fejsie bardzo,bardzo chcialy byc na jej miejscu. Erik jest przystojny i w przeciwienstwie do swego gburowatego brata potrafi sie obchodzic z kobietami. Czuly barbarzynca - wspolczesny ideal ?
Podczas ostatnich peregrynacji po Irlandii nasza towarzyszka M. rzucila w eter pytanie retoryczne: czy myslimy, ze ostatnimi czasy procent meskosci w mezczyznach spada ? Z jednej strony chcialabym odpowiedziec, ze tak. Faceci chodza w kolorowych rurkach, na kosmetyki i sera do pielegnacji hipsterskich brod wydaja juz tyle, co baby na fatalaszki (sprawdzony fakt, z prezentacji w pracy na temat meskiej pielegnacji wynikalo, ze udzial meskich kosmetykow w rynku wzrasta w oszalamiajacym tempie, w Europie zas prym w pielegnacji zarostu wiedzie, o dziwo, Polska), przechodza na weganizm (to juz nie tylko niemeskosc, to lewactwo) i predzej by zjedli wlasne skarpety niz poszli dobrowolnie do wojska. Nie potrafia nic zrobic w domu, nie zajrza pod maske samochodu, mieszkaja z mamusiami do usranej smierci, zamiast jak najwczesniej starac sie usamodzielnic i dazyc do dobrego statusu finansowgo, a nastepnie zalozyc rodzine. To stek stereotypow, ale wiecie, o co mi chodzi. Rozni korwinisci dowodza, ze taki stan rzeczy jest wina kobiet, ktore wreszcie wyprostowaly pijanego, agresywnego brutala na ktorego narzekaly od stuleci i nagiely go do swoich potrzeb, przy okazji czesciowo lub calkowicie kastrujac z meskich cech. W efekcie mamy chlopa bez jaj...
Gdy wiec kobiety widza na ekranie telewizora seksownych a zarosnietych Wikingow, w jakosci HD, to zbiera sie w nich teksnota za dawnymi czasami - jak gdyby dawniej wszyscy faceci wygladali TAK, byli waleczni i odwazni ;), jak gdyby kobiety za malo w przeszlosci wycierpialy wlasnie dlatego, ze panowie chcieli byc tacy strasznie mescy, czyli wszczynac jedna wojne po drugiej. Puscic wodze fantazji jednak mozna, to nic nie kosztuje, a potem sie wraca do nudnej rzeczywistosci i Kiepskiego chrapiacego w lozku.
Nie wiem, co o tym wszystkim myslec. Jak zdefiniowac wspolczesna meskosc ? Gdzie ci kowboje ?
Friday, May 05, 2017
Irlandia ponownie...
Dzisiejszy wpis bedzie cokolwiek kaleki, jestem bowiem bez
komputera i tym samym nie mam jak obrobic zdjec, a niniejsza relacje
sporzadzilam cichaczem w pracy…
Jak co roku o tej mniej wiecej porze, zawitalam do Irlandii
z wizyta u Dublinii J
Jak co roku, udalysmy sie na samochodowa objazdowke, tym razem z noclegiem w
rejonie zwanym The Burren, ktory
jest jednym z szesciu parkow narodowych Irlandii i o ktorym jeden z wojskowych
Olivera Cromwella mowil tak:
A country where there is not water enough to drown a man, wood enough
to hang one, nor earth enough to bury him.
Jak co roku, pogoda sie udala
wysmienicie i choc w Dublinie (w UK tez) lalo przez caly weekend, to my
mialysmy slonce, cudnie blekitne niebo, szmaragdowe wody Atlantyku, soczyscie
zielona trawe i co najmniej 20 stopni ciepla – tak ciepla, w poniedzialek po
poludniu wiatr ucichl i mozna sie bylo walnac na ziemie i opalac.
Mam wyjatkowo malo zdjec z tej
wycieczki, nie dlatego bynajmniej, ze nie bylo czego fotografowac, ale dlatego,
ze cala podroz uplynela nam wsrod wyglupow i zartow, przez co pstrykalam mniej,
niz zazwyczaj. Okazji do focenia nie brakowalo, zatrzymywalysmy sie przy kazdej
interesujacej ruinie zamku czy kosciolu. Zawitalysmy tez do slynnych Klifow Moheru, ktore sa atrakcja
turystyczna w pelnym tego slowa znaczeniu, z wielkim parkingiem, biletami
wstepu i sklepem z pamiatkami oraz wypelniana po brzegi staruszkami
restauracja. Nie obeszlam klifow wzdluz i wszerz, bo jak dla mnie za bardzo
wialo, ale co sie napatrzylam, to moje. Jest to urokliwe miejsce, ale bardzo
uczeszczane, dlatego musze powiedziec, ze duzo lepiej czulam sie w spokojnym i cichym
(ale nie lichym!) Loop Head, dokad
dotarlysmy z godzinke – dwie przed zachodem slonca. Tam mozna doslownie wplynac
na zielonego przestwor oceanu i stapac po bardzo miekkich kepach trawy,
wypatrujac na horyzoncie gor i przygladajac sie osobliwym, wyrastajacym z wody
skalom. The Burren slynie z unikatowej flory, rosna tam rosliny typowo
arktyczne a obok nich alpejskie czy srodziemnomorskie.
Dublinia zabrala mnie do slynnego
neolitycznego dolmenu Poll na mBrón,
usytuowanego posrod rozleglego wapiennego plaskowyza. Sam krajobraz, liczacy
sobie 325 mln lat to zaiste raj dla geologa i nic dziwnego, ze Burren i Cliffs
of Mohair stanowia razem Geopark.
Nie mniej interesujacym obiektem
okazal sie wazacy 100 ton (!) Brownshill Dolmen, z irlandzka zwany Dolmain Chnoc an Bhrúnaigh. Przypomnialy mi
sie czasy, kiedy czytywalam z wypiekami na twarzy Danikena i zastanawialam sie,
skad sie wziely i do czego sluzyly owe megality, jak ludzie podolali potwornie
ciezkim kamieniom. Nadal jestem zreszta zdania, ze niegdys na Ziemi goscila
obca cywilizacja, ktora podrasowala nieco prymitywnego humanoida, tworzac
czlowieka – czyz w wiekszosci religii nie utozsamia sie Bogow z niebiem nad
nami, skad najprawdopodobniej przybyli ?
W Bishops Quarter, Ballyvaunagh,
przezylam cos bardzo interesujacego. Sa tam ruiny kosciola Drumcreehy Church polozone na wzgorzu, otoczone
przez nagrobki, niektore calkiem nowe, ale wiekszosc z XIX wieku. Bardzo lubie
cmentarzyska, zapewne dlatego, ze nie przepadam za ludzmi, ale tam czulam sie
jak bardzo, bardzo nieproszony gosc. Jakbym zaklocala komus (albo czemus…)
spokoj, jakbym byla natretem, albo jakims nielegalnym alienem. Bishops Quarter
jest skadinad bardzo malownicze, z gory widac ladna plaze. Jestem ciekawa, kto
tam jest pochowany i czy istnieje jakas miejscowa legenda, wyjasniajaca moje
odczucia ?
Poza tym ze wierze w kosmitow, to zastanawiam sie rowniez nad tym, czy miejsca,
budynki i rzeczy maja ‘pamiec’, czy przechowuja w sobie slad, imprint, cos w
rodzaju energii pochodzacej od ludzi i zdarzen. Jesli tak, to powyzsza sytuacja
mialaby jakies uzasadnienie. Bylysmy w jeszcze jednym fajnym miejscu, gdzie
naszly mnie podobne refleksje, ale juz bez uczucia bycia intruzem: ruiny posiadlosci
(stylizowanej na gotycki zamek) Duckett’s
Grove. Ciekawe, jak wygladalo tam zycie 100 lat temu. Gdyby tak mozna
bylo sie przeniesc w przeszlosc i ukradkiem obserwowac tamtejsza codziennosc J
Warte uwagi jest miasteczko Enniscorthy
z udostepnionym w 2011 roku do zwiedzenia zamkiem, w ktorym mozemy zobaczyc
m.inn. mini wystawe poswiecona kreconemu tam filmowi Brooklyn. Zajrzalysmy
rowniez do ruin opactwa cysterskiego Jerpoint
Abbey, ale bylo za pozno na dokladne zwiedzanie. Wyglada na to, ze francuscy
mnisi wybierali sobie w Irlandii okolice przypominajace im rodzinne strony i
faktycznie, wokol opactwa jest jak w Langwedocji. Location, location…
Tak wygladala moja wyprawa po Irlandii 2017. Juz zacieram rece
na mysl o tym, gdzie pojedziemy za rok!
Subscribe to:
Posts (Atom)









