For Your Pleasure

For Your Pleasure

Sunday, October 16, 2016

***

Zyjemy w ciekawych czasach i dobrze, bo inaczej byloby nudno :)

Pare dni temu Wielka Brytania wstrzasnela Marmitegate. Gwoli wyjasnienia, Marmite to brazowy i slony glut z drozdzy, smakujacy troche jak Maggi, ktorym Brytyjczycy od lat smarowali tosty (podobno bardzo to smaczne po ser). Troche taka marka - legenda, obecnia nalezaca, wraz z wieloma innymi produktami do brytyjsko-holenderskiego koncernu Unilever. Koncern, jak to koncern, doszedl do wniosku, ze na Brexit, a konkretnie slabym kursie funta juz mozna zaczac zarabiac i zazadal od tutejszych supermarketow aby placily mu za Marmite, Dove, Persil, Domestos itd. o 10 % wiecej. Tesco, niczym Robin Hood powiedzialo NIET i wycofalo owe rzeczy ze swojej strony online. Afera trwala jakies 24 godziny, po czym biznesy sie dogadaly i wszystko wrocilo do stanu delikatnej rownowagi. Przez Internet przetoczyla sie wielka fala artykulow i komentarzy, chyba jeszcze wieksza niz w Polsce podczas czarnego protestu. Czytalam je z duzym zainteresowaniem, zamach na Marmite sprowokowal bowiem wiele wypowiedzi podsumowujacych to, co sie obecnie dzieje na brytyjskiej scenie politycznej, zdominowanej przez wyniki czerwcowcego referendum. Odnioslam wrazenie, ze krytykujacych poklosie owego referendum jest wiecej, niz sie z niego cieszacych, ale tez czytalam glownie The Independent, Telegraph, Guardian, zas brexiterzy to mam wrazenie raczej elektorat pism brukowych i tam wylewaja swoje opinie. Do zamieszkujacej srodkowo - polnocne rejony UK 'biedoty' (pisze w cudzyslowie, bo choc nie sieja i nie orza, glodni i bosi nie sa) jeszcze chyba nie dotarlo, ze zaoszczedzone £350 mln tygodniowo nie odmieni ich szarej codziennosci i nie sprawi, ze ich regiony stana sie nagle krainami plynacymi mlekiem i miodem. Nieco bystrzejsi byc moze zaczeli sie powoli orientowac w postreferendalnej rzeczywistosci. Jak to, nagle za moje funty kupie mniej euro i wycieczka do Llolet del Mar czy innej Teneryfy okaze sie drozsza ? Jak to, to my sprowadzamy 30 % zywnosci i po wyjsciu ze wspolnego rynku ceny tej zywnosci moga znacznie pojsc w gore ? Na domiar zlego Home Office oszacowalo, ze 80 % z 3.6 mln obywateli Unii (celowo nie pisze 'migrantow', my tu nie przyplynelismy nielegalnie w pontonach) mieszka tu juz ponad 5 lat, zatem jak najbardziej nabylo stale prawa rezydenckie. Tym samym wizje niczym z 'Children of Men' spalily na panewce, czemu nasz leave voter nadziwic sie nie moze...To ONI nie wyjada ?


https://s3.amazonaws.com/tribeca_cms_production/uploads/article/header_marquee/5653768fe1d3de4f7b000002/large_com2.jpg 


Tymczasem moment zainicjowania art. 50 nadal sie opoznia, rzad pani May gra na zwloke, krytykowany za to przez niektorych MP (czlonkow parlamentu). Ogolne wrazenie jest takie, ze nie maja bladego pojecia, jak sie zabrac za negocjacje, poza wymachywaniem prawami rezydentow unijnych i grozeniem Europie visa waivers...oczywiscie Europa odpowiedzialaby pieknym za nadobne, czyli koniec z darmowym leczeniem brytyjskich emerytow we Francji i Hiszpanii i 10 euro za kazdorazowy wjad do Unii. Przez moment wydawalo sie, ze UK podwinie ogon pod siebie i bedzie kontyuowac placenie skladek do funduszu unijnego w zamian za pozostanie we wspolnocie przeplywu towarow i ludzi. To jednak jest wbrew woli 17.5 mln z 65 mln mieszkancow Wysp, zatem zaby zadoscuczynic ich zadaniom, trzeba bedzie sie zdecydowac na hard Brexit. Ten zas powinien nastapic najdalej za dwa lata.

Wskutek Marmitegate, wsciekli na Unilever brexiterzy zaczeli nawolywac do bojkotu wszelkich marek tego producenta, wlacznie z ukochanym Marmite. Nagle sie okazalo, ze nikt Marmite nie lubi, wrecz odwrotnie. Ciezko mi w to uwierzyc, Anglicy mogliby rownie dobrze zaczac przekonywac swiat, ze nie lubia chlac w weekendy ;) No ale trzeba bylo zachowac twarz. Problem w tym, ze doslownie wszystkie szybko zbywalne dobra konsumenckie sa produkowane przez ponadnarodowe molochy: Procter & Gamble, Colgate Palmolive, Johnson & Johnson itd. Bojkotujac jeden, napychamy kabze drugiemu. Koncerny kieruja sie czystym zyskiem, nie interesuje ich ze samotna matka Chanelle z Lancashire przepieprzyla tygodniowy zasilek w Primarku i teraz zabraklo jej do kolejnego czwartku na piwo (tez obcy kapital) i Persil. Jesli ich marze spadaja, odbijaja to sobie na nas, konsumentach. O ile konsument mlodszy wiekiem, przynajmniej po college i zatrudniony w wiekszym miescie, to ogarnia rozumem, to juz jego brexitowy odpowiednik niekoniecznie siega myslami tak daleko. Dosc wspomniec dzwoniacego do radia delikwenta, ktory zaglosowal za odrzuceniem europejskich praw, ale nie byl w stanie okreslic choc jednego prawa, ktore tak goraco pragnal odrzucic :) Slabsi na umysle zapewne tez sa blissfully unaware ze mnostwo legislacji narzuconych przez Bruksele zostana bez zadnych poprawek przechrzczone na prawo brytyjskie - ta jest po prostu logiczniej i latwiej. Tym samym argument, ze nie bedzie Unia narzucac nam naszych praw, pada w calej okazalosci na pysk przed dalej nic nie rozumiejacym Little Englanderem...

W Brexit wazne jest jedno: czy jest dobry dla ekonomii UK i globalnej, czy nie. Na razie jego chwilowa ofiara padl Marmite, a najblizsze miesiace i lata pokaza, jak bedzie naprawde. Spodziewam sie tzw. ostrej jazdy. Czesc obywateli Unii zdecyduje sie na powrot do ojczystych krajow ze wzgledu na nieprzychylny klimat polityczny, ale tez - przede wszystkim - ze wzgledu na slabnacego funta i idace nieublaganie do gory koszta zycia, coraz bardziej nieadekwatne do zarobkow. Po kilku latach od Brexitu Brytyjczycy zorientuja sie, ze ani nie ma tu za wiele pracy, ani jej nie ma kto wykonywac, bo pogonili potencjalncych pracownikow i zaczna importowac ludzi z Trzeciego Swiata...i wtedy juz bedzie trzeba sie stad ewakuowac na dobre. Mam nadzieje ze nie nastapi to w przeciagu nastepnych 10 lat. 

Jedno jest pewne: nie bedzie nudno :)



http://img.tesco.com/Groceries/pi/453/0000050184453/IDShot_540x540.jpg


Thursday, September 22, 2016

***

Rozmyslam nad rozpadem malzenstwa Brada i Angeliny. Nie jestem po stronie zadnego z nich, ale choc jestem kobieta, ciezko mi sie zdobyc na solidarnosc jajnikow w tym przypadku. Na miejscu Brada Pitta ucieklabym gdzie pieprz rosnie od nawiedzonej, apodyktycznej, glodzacej sie kobiety z obsesja na punkcie adoptowania niekonczacej sie liczby wszelkiej masci dzieci. Niestety, swiat juz jest tak ulozony, ze mezczyzni zostawiaja brzydsze kobiety dla ladniejszych, a Jennifer Anniston, niezaleznie od czasu spedzanego na katorgach w silowni, diet i robionych na zamowienie fryzur, miala i ma nienachalna urode, talent tez przecietny. Tak juz jest, dlatego moja gruba szefowa ma chlopa kucharza, a jej cudna szwagierka capnela i poslubila dobrze zarabiajacego specjaliste IT. Obie wygladaja na pogodzone z losem, natomiast w przypadku Brangeliny czas bolesnie zweryfikowal i pokazal, jak bardzo niedobrana byla to para. Angie rozwalila zwiazek Brada i Jen, na zasadzie 'moge miec kazdego faceta', Brad sie rzucil na nia jak glodny pies na szynke, bo jak takiej podarowac, a i tak gowno z tego wyszlo. Smutne.


Saturday, September 17, 2016

***

Drugi juz raz w tym roku zawitalam do Irlandii na zaproszenie Dublinii, ktora, jak zwykle, zorganizowala wyprawe i niestrudzenie kierowala pojazdem mechanicznym :) Dziewczyny wszystko juz opisaly gdzie bylysmy i co widzialysmy. Ja od siebie moge dodac pare osobistych spostrzezen. Przede wszystkim, w porownaniu z majem bylo niesamowiecie wrecz zielono, kolor trawy na rowniutenko przystrzyzonym trawniku w ogrodach Youghal byl zaiste szmaragdowy i to pomimo chmur (a moze dzieki nim...). Bylo rownie wietrznie i to jest dla mnie glowny mankament irlandzkiej pogody. Nie deszcz, czy ziab a wlasnie uporczywy wicher, w Cobh sciskalam torebke obiema recami, co by nie odfrunela w sina dal, wraz z gotowka w euro i innymi precozjami. Bylysmy we trzy i wszyscy dawali nam znizki ('family ticket ?' 'are you students?'), zamiast nas rznac na kase. Najkosztowniejszy okazal sie wstep do destylarni Jameson w Middleton, aczkolwiek byl on wart 16 Euro - choc whisky nie lubie, irlandzka bardzo mi podeszla (kazda inna przypomina mi mieszanke wymiocin z pasta do drewnianych podlog). W naszych sklepach mozna dostac tylko standardowego Jamesona, a jest tyle jego wariantow, wliczajac taki o aromacie ziaren kawy i kakao! Mam nadzieje, ze kiedys uda mi sie tego pokosztowac.

Ze wszystkich moich dotychczasowych wizyt w Irlandii ta byla najbardziej edukacyjna. Poza wspomnianym whisky tour odwiedzilysmy miedzy inymi STATUJE Kennediego w New Ross. Tam spostrzeglam taka oto, podniosla mysl autorstwa JFK: 



Przy latarni Hook panowala piknikowa atmosfera, fruwaly balony, biegala dziatwa i nade wszystko mozna bylo sobie polazic po kamieniach i porobic tysiac zdjec wodzie, patrzac, jak fale sie przelewaja przez skaly tworzac mini wodospady:




Jeste dzieckiem gor, wiec kazda wizyta nad morzem czy oceanem ma dla mnie w sobie cos magicznego...




Jak mam wybierac miedzy Youghal a Cobh, wybieram Cobh zdecydowanie, Youghal bylo w sobotnie popoludnie puste, jakies posepne, a szkoda, ma ciekawe polozenie i ladne widoki:




W Cobh natomiast triathlon, rozentuzjazmowana gawiedz, skupieni kolarze, a w tle najprawdziwsze palmy:




Opactwo Tintern Abbey przepieknie polozone wsrod lasow (kosciol jak zwykle polasil sie na najlepszy kasek) i towarzyszacy mu ogrod zachwycilo mnie feeria barw. Choc to wrzesien, kwiaty kwitly jak szalone, dostrzeglysmy nawet poziomki...




Zazdroszcze ludziom mieszkajacy w okolicy naszego B&B ciszy i spokoju. Z braku wyzszych budynkow wieczorne niebo prezentowalo sie w pelnej okazalosci i moglam z okna samochodu pogapic sie na gwiazdy, ktorych normalnie nigdy nie widuje, bo sa zasloniete przez domy i przycmione swiatlem ulicznych latarn. Bardzo mile przezycie.

Kolejny skrawek irlandzkiej ziemi zaliczony :) Teraz marzy mi sie Szkocja, gdzie ongis bylam przez moment i nawet kilka tygodni byczylam sie w Edynburgu. Rozmyslam na Glasgow, jako baza wypadowa w Highlands, ale biore tez pod uwage Inverness, dokad mam loty z Londynu i ktore byloby baza nieskonczenie ladniejsza. Wyprawa musi jednak zaczekac do przyszlej wiosny. W miedzyczasie pocieszam sie widokami z serialu 'Shetland', jednoczesnie czytajac jednak z ksiazek cyklu szetlandzkiego Ann Cleeves. Obyczajowo - kryminalne historie z dziwnym, hermetycznym spoleczenstwem w tle, wolno rozwijajaca sie fabula, bezkresne niebo i takiez morze. Tam tez kiedys dotre, najchetniej podczas bialych nocy, zwanych przez lokalsow 'simmer dim'. Jedziemy ? :)


http://res.cloudinary.com/uktv/image/upload/b_rgb:000000,w_654,c_fill,q_90,h_367/v1458555415/jeqwuqpmxndgtlxpwctw.jpg